Jeśli kiedykolwiek myślałeś, że życie ucznia jest łatwe to się myliłeś. Jeśli kiedykolwiek myślałeś, że życie ucznia takiego jak Gerard Way jest łatwe to cholernie się myliłeś. Choć wielu myśli, że Gerard ma łatwo ponieważ jest cichy, ma w miarę dobre oceny i do tego jest bogaty. A raczej jego mama jest bogata.
Ci wszyscy ludzie którzy tak myślą mylą się. Otóż Gerard jest najzwyklejszym chłopakiem który tak jak oni musi zarywać noce by zdać test z fizyki i chodzi na sobotnie maratony kinowe. Tylko, że jest pewna szczególna różnica miedzy Gerardem a innymi. Gerard ma plakietkę, na początku szkoły każdy każdemu taką dawał. Na plakietce czarnowłosego chłopaka jest '' Emo pedał''. I dla tego Gerard ma trudniej. Byłoby mu o wiele łatwiej z nazwą ''Sportowiec'', ''Seksiak'' czy zwykły '' Normal''.
Gerard przyjął swoją plakietkę z pokorą, spuszczając głowę i zaciskając wargi. Nijako reagował na komentarze obrażające jego osobę. Gdy był na prawdę wkurzony coś tam odwarkiwał. Gerard miał takie szczęście, że jego ciało nie zostawiało wgnieceń w szafkach innych uczniów. Spokojnie przeżył dwa lata bez bicia popychania. Prawie spokojnie, z osobą starszego Way'a był tylko jeden incydent. Odbył się on w drugiej klasie gdy Gerard kończył swoje czwartkowe lekcje. Gdy wszedł do szatni z zamiarem wzięcia płaszcza i w spokoju udania się do domu poczuł jak ktoś szarpie go do tyłu za włosy.
- Pacz Iero kolejny pedał taki jak Ty. Może to Twój chłopak co? - usłyszał głos dziwnie podobny do Andersona z przeciwległej klasy.
Iero? Kto ma do cholery na nazwisko Iero? Gerard na pewno kiedyś słyszał już te nazwisko. Dłużej już się nie musiał zastanawiać ponieważ ujrzał osobę do której mówił Anderson. Way od razu przypomniał sobie tą twarz. Był to Frank. Z tego co kojarzył chodził on do II B. Chłopak siedział na ławeczce z zaczerwionymi oczami przytrzymywany przez jakiegoś ''pakera''. Widać było, że się bał
- Anderson o co ci do cholery chodzi co? Może pozwolisz mi i Iero iść do domu?
- Hah bardzo śmieszne naprawdę. nie teraz to ja mam czas na to by się pobawić wami.. pedałki.
Nikt nie spodziewał się tego co zrobił Gerard. Otóż czarnowłosy przywalił Andersonowi prosto w ten jego błyszczący policzek. Z pięści.
Solidarność w takich układach w jakich był ''prześladowca'' chłopaków polegała na to, że gdy ktoś dostał drugi od razu się zmywał by chronić swój tyłek. Tak było i tym razem. Gerard uśmiechnął się zaczynając wątpić w ludzkość już chciał iść gdy przypomniał sobie o siedzącym na ławce Franku. Obrócił się na pięcie wyciągając dłoń w kierunku Franka. Chłopak złapał ją, gdy stał już na równych nogach odezwał się cichym głosem:
- Dzięki.
- Jasne. Muszę iść, autobus. Na razie. - Gerard wyszedł z szkoły zostawiając Franka samemu sobie, no i Andersona leżącego na podłodze. .
Miał tak w zwyczaju. Znikać, potrafił w każdej sytuacji uwolnić się wyjściem w przeciągu kilku sekund. I tak było tym razem.
--------
Całkowicie nie wiem jak wyszło. Mogę przypuszczać, że koszmarnie. Ogólnie w zamiarach rozdział miał być o wiele dłuższy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz