*Frank*
Patrzyłem wyczekująco na Gerarda. Widać było, że chłopak trochę się speszył. Czyli nie tylko ja czułem się jak ostatni idiota za każdym razem gdy byłem obok niego. Miłe.
- Chciałem się ciebie spytać czy reflektujesz na noc z filmami, popcornem .. no i z mną. Nie! To znaczy tak. Ugrr nie chcę byś myślał, że to jakaś pieprzona randka. Po prostu mojej mamy nie ma przez weekend i pomyślałem z moim bratem, że zrobimy maraton filmowy. No i pozapraszamy znajomych.. i tak pomyślałem o tobie. - zakończył Gerard drapiąc się po szyi z zdenerwowania.
Pomyślał o mnie. Moje serce zabiło mocniej. Czułem jak na moje policzki wpełza ten okropny rumieniec. A na ustach formuje się idiotyczny uśmiech.
- Jasne. Dzięki za zaproszenie Gerard. Chętnie skorzystam. Powiedz tylko kiedy i gdzie mam przyjść.
- Dziś o 20 u mnie. Jak co mieszkam na Alone Street. Taki brązowy dom z balkonem. Raczej się nie zgubisz.- uśmiech chłopaka sprawiał, że miałem ochotę zatrzymać czas i cały czas spoglądać na jego rozjaśnioną twarz.
- Jasne, jasne. Wezmę jakieś picie czy coś. Umm dziękuję, że mnie zaprosiłeś.
- Nie dziękuj. I nie zapomnij o jakiejś piżamie czy czymś w tym stylu. Ja lecę na biologię wybacz.
Gdy Gerard zniknął mi z oczu zacząłem iść w stronę sali z chemii. Nie wierzyłem, ze udało mi się przeprowadzić normalną rozmowę z czarnowłosym i się przy tym nie jąkać. Nie mogłem się doczekać wieczoru. Chodź z drugiej strony trochę się tego obawiałem. Miałem spędzić noc w towarzystwie Gerarda. No i oczywiście z jego bratem i innymi znajomymi rodzeństwa.
Lekcje minęły mi błyskawicznie. Kilka razy mignęła mi twarz Way'a ale za każdym razem trwało to kilka sekund. Kiedy wreszcie byłem w domu uświadomiłem sobie jeden fakt. A co jeśli moja mama mnie nie puści? Nie mogła tego zrobić. Powinna się cieszyć, że wreszcie się integruję z ludźmi.
- Mamo?! Kolega zaprosił mnie na noc do siebie. Mogę iść? Będziemy oglądać filmy i myślę, że będzie fajnie.
- Jeszcze się pytasz Frank.. Jasne, że możesz wyjść. Tylko mogę wiedzieć o której idziesz i mniej więcej o której wrócisz?
- Będę wychodzić gdzieś o 19.. Chcę jeszcze wejść do sklepu i kupić jakieś jedzenie na tą nockę.- moje słowa znaczyły to samo co '' dobrze by było gdybyś dała mi pieniądze.''- A wracać będę około.. umm.. Sam nie wiem. Rano? Lub troszkę później. Napiszę ci.
- Dobrze. I niech będzie dam ci pieniądze. Głupio by wyglądało gdybyś tak nic nie przyniósł.
- Dzięki mamo. A teraz idę spać.. Nie chcę zasnąć już na samym początku. - uśmiechnąłem się do mamy i poszedłem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko myśląc o tym co będę robił za kilka godzin. Nie mogłem się doczekać. Postanowiłem, że nie będę zbytnio wydziwiać i przebiorę tylko koszulkę na inną. Ni coś do spania. Spodnie dresowe wydawały się dobrym pomysłem.
***
Cholera!
Obudziłem się za późno. O wiele za późno. Była już 18:50 a ja dopiero łaskawie wstałem z łóżka. Szybko zrzuciłem z siebie zmięty t-shirt by od razu założyć na siebie świeżą koszulkę.. Przeczesałem palcami włosy by chodź trochę ogarnąć rozgardiasz tam panujący. Bez większych skutków. Z pod biurka wyciągnąłem czarną torbę na ramię. Ani się nie obejrzałem już zbiegałem po schodach. Mama zostawiła mi na półce pieniądze na przekąski, zgarnąłem je do kieszeni. Kurtka, buty i mogę wychodzić.
Miałem zamiar zrobić zakupy w supermarkecie. I tak był po drodze do domu Gerarda. Miałem dobry czas... niestety nie mogłem powiedzieć tego o moim wyglądzie. Gdy dotarłem do sklepu zdałem sobie sprawę z pewnej rzeczy. Z pewnej okropnej rzeczy. Zaspałem przez co nie spakowałem pidżamy. Po prostu świetnie, zganiałem siebie w myślach. Gdybym teraz wrócił się do domu na pewno bym się spóźnił. A po za tym nie chciałem iść do Gerarda w całkowitych ciemnościach. Trudno jakoś dasz radę.. Jeansowe spodnie nie są, aż takie złe.
Gdy wszedłem do sklepu swoje kroki od razu skierowałem na dział z napojami. Postanowiłem zakupić butelkę 2 litrowej coca-coli i pomarańczowy sok. Przeliczając pieniądze które dała mi mama postanowiłem kupić jeszcze paczkę krakersów oraz ciastek. Ku mojej uldze w sklepie nie było wielkich kolejek. Tylko jedna starsza pani która miała chyba dużo kotów. Wywnioskowałem to z iloci karmy która kupowała. Wszystkie zakupy spakowałem to torby i ruszyłem przed siebie. Do brązowego domu z balkonem zostało mi ok 20 minut drogi. Minęła mi bardzo szybko. Za szybko. Dopiero teraz zacząłem się stresować tym co się dzieje. Mogłem się jednak nie zgadzać.. Teraz będę jak błazen siedzieć i patrzeć na filmy w pieprzonych czarnych rurkach. Ogarnij się Frank! pomyślałem i zapukałem do drzwi. Moich uszu dobiegł pisk i czyiś głośny śmiech. Po kilku sekundach drzwi otworzył mi Gerard.
- Cześć. Przyszedłem.. I zapomniałem ubrań na przebranie. Sorry, ale kupiłem picie, krakersy i ciastka. - powiedziałem na jednym wydechu. Chłopak patrzył na mnie w osłupieniu, aż na jego twarzy nie pojawił się ogromny uśmiech.
- Nic się nie stało. Pożyczę ci ciuchy na przebranie. Wchodź. - Gerard przesunął się wpuszczając mnie do środka. Wszedłem rozglądając się na boki. Przedpokój był w odcieniach brązu i bieli. - Ściągaj buty i kurtkę Frank. Właśnie robimy w kuchni popcorn więc dobrze, że już jesteś. - mówiąc to czarnowłosy posłał mi uśmiech dzięki któremu wiedziałem, że dobrze zrobiłem przychodząc tutaj.
Całkowicie nie wiedziałem co gdzie jest więc jedynym wyjściem było pójście za chłopakiem.
- Cześć Oliver i.. yyy.. Mikey? - spytałem niepewnie wchodząc do kuchni Bo tam znajdywała się ta dwójka śmiejąc się. A raczej to brat Gerarda się śmiał a Oliver go łaskotał.
- Ha ha ha ha ha Hej. - wysapał młodszy Way między salwami śmiechu na co jego brat zareagował niedowierzającym kręceniem głowy.
* Oliver *
Propozycja którą złożyli mi Gerard z Mikey'em była bardzo kusząca. I wiedziałem, że chętnie z niej skorzystam.
- Ale czujesz się już lepiej Mikey? Wiesz nie chcę później jechać z tobą do szpitala czy coś. - powiedziałem spoglądając na młodszego.
- Nie, nie. Wszystko już w porządku Oliver. To jak przyjdziesz?
- Jasne, że przyjdę. Co to za oglądanie filmów beze mnie. Gdzie mieszkacie też wiem. Możecie się mnie spodziewać o 20. - powiedziałem patrząc na braci Way.
Ci uśmiechnęli się i oddalili się w drugą stronę mówiąc coś do siebie.
Mimo, że dowiedziałem się dopiero o szesnastej o tym, że mam plany na wieczór, na noc nie byłem zły. Cieszyłem się z zaproszenia. Zawsze lepiej spędzić piątkową noc z znajomymi a nie samemu.
Gerard mówił mi, że zaprosił też Franka Iero. Zbytnio mi to nie przeszkadza, nic do niego nie miałem. W sumie to prawie go nie znałem.
Gdy przyszedłem do domu na stole leżała kartka od mamy
'' Oliver jestem w pracy, gdybyś gdzieś wychodził na dłużej zadzwoń.
Mama
Ps. W lodówce jest obiad, odgrzej sobie.''
Z uśmiechem zadzwoniłem do mamy by wyjaśnić jej moje plany na dziś. Zgodziła się a nawet pozwoliła ( a raczej kazała ) ogołocić szafkę z chipsów i innych smakołyków. Posłuchałem ją zostawiając w szafce białą czekoladę i cukierki z kawałkami orzechów. Mama uwielbiała obie te rzeczy a ja nie miałem serca jej ich odbierać.
Czas do 19:30 spędziłem na zjedzeniu obiadu, zrobieniu zadania z maty i na przesłuchaniu ulubionych kawałków. O wyznaczonej przez samego siebie godzinie wyszedłem z domu nie zapominając zabrać jedzenia i ubrań. Droga nie trwała długo. Już po jakichś 15 minutach byłem na miejscu. Przez chwilę zastanawiałem się czy dzwonić na dzwonek czy wejść samemu. Postanowiłem jednak zadzwonić, nie chciałem być niegrzeczny. Drzwi otworzył mi Mikey w przekrzywionych okularach i uśmiechu na twarzy. Uroczo wyglądał.
- Hej. Przepraszam, że szybciej.- powiedziałem wchodząc do środka
- Nic nie szkodzi. Gerard! Oliver już jest. Teraz tylko trzeba poczekać na Franka! Zrobię już popcorn! - Mikey krzyknął gdzieś w przestrzeń a ja podejrzewałem, że jego brat jest u góry.
Mikey poszedł do kuchni a ja za nim. Do roboty było naprawdę mało. Otworzyć paczkę ziarenek kukurydzy, wsadzić ją do mikrofalówki i czekać. Dla tego z braku zajęcia zacząłem łaskotać szatyna na co ten zaczął głośno się śmiać i popiskiwać.
- Oli.. Oliver. Haha.. przes..haha.. tań. - w momencie gdy Mikey śmiał się i piszczał jak głupi moich uszu dobiegło pukanie do drzwi. Po kilku sekundach Gerard zbiegł na dół by przywitać gościa. A ja wróciłem do łaskotek jego brata. Przy łaskotaniu Way'a sam śmiałem się jak głupi. Czułem się znowu jak dzieciak.
- Cześć Oliver i..yyy.. Mikey? - usłyszałem głos należący do Franka. Podniosłem na niego wzrok i uśmiechnąłem się szeroko w jego stronę. Mikey wystękał coś między falami śmiechu.
Teraz gdy był już Frank mogliśmy poważnie zacząć szykować nasz wieczór filmowy. Delikatnie puściłem Mikey'a by ten nie przewrócił się na ziemię.
- Jeszcze pożałujesz tego, że mnie łaskotałeś Oliver. - powiedział groźnie chłopak. A raczej starał się powiedzieć to groźnie. Nie mogąc się oprzeć posłałem mu całusa w powietrzu.
_____________________________
Boli mnie cały kark, padam i chcę spać. Ale napisałam rozdział ;D
Stwierdziłam, że mam prawo go zadedykować..
- Mojej przyjaciółce która czyta tego bloga i musi wysłuchiwać o moich wielkich problemach dotyczących pisania. Dziękuję Ci <3
- Nothing ~ Mam nadzieję , że teraz długość rozdziału cię zadowoli c: Jesteś jedyną która komentuje i zaobserwowała tego bloga ;3
Byłoby miło gdyby pod tym rozdziałem znalazły się.. 3 komentarze?.. Nie wymagam za dużo? To daje wielkie motywacje do zarywania nocy i pisania ;D
Dobranoc ;3