czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 5

Rozdział 5

Po tym jak Oliver odwiózł Mikey'a do domu przy czym natrafił jeszcze na matkę chłopaka minął jakiś tydzień. Przez ten czas starszy kolega odwiedzał Waya, jego wizyty czasami trwały 5 minut czasami godzinę a nawet kilka. Przez ten czas Mikey często odwiedzał pokój brata po to by się wygadać lub poobserwować "braciszka" który zawzięcie zapełniał strony brulionu. Oby dwaj chłopcy zaczynali czuć sympatię, przyjaźń do osób o których nigdy przedtem nie pomyśleli.

Oliver Terent zawrócił w głowie młodemu Wayowi. Jego uśmiech, zmarszczka na czole gdy się skupiał lub zwykłe prychnięcie sprawiały u chłopaka radość. Młody uwielbiał przypatrywać się starszemu gdy ten nie widział. Chodź od razu ganił się za to w myślach i przypominał sobie słowa Olivera '' Oszalałeś? Czego ja bym mógł od niego chcieć? Bez urazy Mikey'' Wiedział, że chłopak ma racje. Co on mógłby mu dać? Chudy, okularnik, brzydki a do tego ma zerowe pojęcie o całowaniu się chodź przynajmniej nie jest, aż tak beznadziejnym przypadkiem by się jeszcze w ogóle nie całować. Taa jedyny plus myślał gorzko chłopak. Mimo, że spędzanie czasu z nim go bolało nie umiał odmówić sobie tej przyjemności.

Frank Iero sprawiał, że na twarzy Gerarda coraz częściej pojawiał się uśmiech. Lubił przyłapywać młodszego na zerkaniu w jego stronę. Zawsze wtedy posyłał mu krzywy uśmieszek który sprawiał, że policzki Franka momentalnie stawały się czerwone. Dzięki zabiegom którym Gerard się poświęcał by ujrzeć rumieńce Iero stał się bardziej pewny siebie. I minimalnie bardziej lubiany w szkole. Minimalnie. Po prostu ludzie dowiedzieli się, że ten pieprzony Way umie się uśmiechać.  Jednak Gerard dalej nie umiał zdobyć się na rozmowę. Kiwnięcie sobie głową na cześć? Nie ma sprawy. Uśmiech? Bez problemu. Ale rozmowa... Tu zaczynały się stopnie. Ale Gerard wiedział, że uda mu się je przejść. Nie wiedział tylko czy spadnie z nich na dół czy zostanie u góry na szczycie.  

* Frank* 
- Frank wstawaj! Nie zaśpisz mi do szkoły! Jeśli nie wstaniesz  to wyleję na ciebie kubeł wody. Wiesz, że jestem w stanie to zrobić. Urodziłam cię Frank i mam prawo również cię zabić oblewając lodowatą wodą z rana.
- Mamo.. Jezu daj człowiekowi spać. - odpowiedziałem mrużąc oczy. - Ale okey, wstaję już. Lepiej?
- Lepiej. W kuchni na stole są grzanki, zjedz sobie. Ja niestety już idę do pracy.
No tak. Obudziła mnie i wyszła sobie do pracy. Typowe. Starając się nie zasnąć szedłem w stronę łazienki. Gdy letnia woda spotkała się z moją skórą trochę oprzytomniałem. Jeszcze kilka razy poklepałem się dłońmi po policzkach i nawet jako tako myślałem. Szybko założyłem ubrania potem gryz grzanki. Torba na plecy i do szkoły. Nie mieszkałem daleko ok. 10 minut piechotą. 
Gdy przyszedłem do szkolnej szatni przy mojej szafce stał Gerard Way. Opierał się o nią biodrem przeglądając coś w telefonie. Na jego ustach błąkał się uśmiech.  Widok ten był tak uroczy, że przystanąłem na kilka sekund by dokładnie go zapamiętać i móc przypominać sobie w myślach. Nie mając innego wyboru postąpiłem jeszcze kilka kroków do przodu.
- Hej Gerard. Nie, że coś.. Ale mógłbyś się przesunąć? Chcę zabrać książki, no i wsadzić kurtkę. 
- Co? A tak. Cześć. Już się przesuwam. - odpowiedział spoglądając na mnie z ukosa.
No stary weź się w garść.  Pomyślałem.
- Sprowadzało cię coś do mojej osoby, czy po prostu ta szafka jest zbyt wygodna?
- Sprowadza.
Jedno słowa a poczułem jak moje serce przyśpiesza. Cholera. Czego on chce.. 

________________________________________________
Koniec rozdziału c: .Wydaje mi się a raczej jestem pewna ( i przy okazji wkurzona na siebie o to) że ten rozdział jest spierdolony na maksa. Przepraszam za długość. Ale niestety nie miałam czasu ani możliwości do pisania i wiedziałam, że jeśli nie dam tego teraz w takim stanie jakim to jest to nie dodam tego wcale.
Za komentarze ( komentarz xd ) dziękuję <3
Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem pojawi się coś więcej niż '' brak komentarzy''
Do zobaczenia. 

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 4

Rozdział 4

*Mikey*
   Siedziałem na szkolnym korytarzu i całą swoją uwagę poświęcałem kanapce. Przynajmniej starałem się ponieważ na sam jej widok robiło mi się niedobrze. Widocznie wczorajsze symulowanie choroby sprawiło, że dziś naprawdę czuję się fatalnie. No tak, kiedy raz chcę poudawać chorego naprawdę taki się staje. Wielkie dzięki. Kiedy łupanie w głowie nie ustało sięgnąłem do plecaka po tabletki przeciwbólowe. Zawsze miałem je na wszelki wypadek gdyby mnie lub Gee zdarzyła się taka sytuacja jak ta.
- Cześć Mikey! - usłyszałem obok siebie radosny głos. Obróciłem głowę w stronę źródła dźwięku. Oliver siedział wygodnie z uśmiechem na twarzy.
- Ta. Hej.- mruknąłem popijając tabletkę.Oliver zmrużył oczy ale nic nie powiedział na ten temat.
- Chciałem się zapytać kiedy mam przyjść ratować twój tyłek w sprawach maty.
Hah Mikey myślałeś, że przyszedł by z tobą pogadać. Chodź przynajmniej chce dalej uczyć cię maty. Pomyślałem zanim odpowiedziałem z wolna, ból głowy był coraz bardziej nie do zniesienia.
- Kiedy chcesz. Tylko nie dziś ok?
- Jasne, jasne. Źle się czujesz?
- No tak jakby..-powiedziałem tak cicho, że dziwiłem się, że Oliver to usłyszał. A jednak usłyszał. Odgarnął swoją chłodną dłonią moje włosy z czoła i sprawdził czy nie mam gorączki. Jego zimna dłoń przyjemnie chłodziła moje czoło i pragnąłem by te uczucie nie znikło za szybko. Moje życzenie dziwnym cudem się spełniło i palce Olivera delikatnie muskały moje czoło sprawiając mi olbrzymią ulgę, przymknąłem oczy w tej chwili nie obchodziło mnie to, że chłopak pomyśli o mnie jak o idiocie. Było mi tak przyjemnie, prawie drzemałem gdy szarpnęło mi żołądkiem. Raz drugi.. Coraz większą miałem ochotę by zwymiotować.
-Łazienka. Proszę.
Reakcja Olivera była natychmiastowa. Zerwał się z podłogi delikatnie ciągnąc mnie za sobą. Uważał by mną nie szarpać by nie pogorszyć swojego stanu. Nie chciałem wyglądać jak jakaś ofiara losu dla tego odsunąłem się na krok dając mu do zrozumienia, że sam dam radę iść. Chłopak niechętnie się na to zgodził. Szedłem za nim trzymając się skrawka jego koszuli by jeszcze się nie wywalić i zwymiotować na korytarzu pełnym uczniów.  Gdy wchodziliśmy wreszcie do łazienki było już po dzwonku. Pff kilka sekund.. Zatrzymaliśmy się. Oliver mówił coś do chłopaka który właśnie mijał nas wychodząc z łazienki.
Powiedz Gerardowi.  Było to jedyne co udało mi się zarejestrować. Czyli mój brat dowie się, że źle się czuję.. Może to i dobrze. Kolejne konwulsje wstrząsnęły moim ciałem, wbiegłem do otwartej kabiny by w spokoju.. zwrócić jedzeni. Nie cierpię wymiotować, jedna z najokropniejszych rzeczy. Kiedy ocierałem wierzchem dłoni usta poczułem na karku dłoń Olivera.
- Idź.
- Czemu? - spytał chłopak nie zmieniając położenia ręki.
- Bo kurwa rzygałem a ty to zapewne widziałeś i czuję się zażenowany.- powiedziałem znów pochylając się nad kiblem wydając charakterystyczne dźwięki. Dotyk Olivera uspokajał mnie chodź mimo to czułem się zawstydzony tym, że chłopak widzi jak wymiotuję.
Nie wiem ile to trwało, czułem się wykończony.
- Dziękuję..- wysiliłem się na szept. Miałem nadzieję, że usłyszał.
- Nie ma za co młody, chodź zawiozę cię do domu. W takim stanie to ty powinieneś siedzieć nawet z niego nie wychodzić.
- Umm jasne.. Nie musisz mnie odwozić, pójdę pieszo.- powiedziałem wstając z klęczek.
- Chyba ogłupiałeś. Odwiozę cię i będę stać i obserwować jak wchodzisz do domu by mieć pewność.
- Ehh uparty jesteś. - to, że Oliver się mną martwił i chciał mnie odwieź miło mnie zaskoczyło. Pierwszy raz ktoś nie z rodziny zainteresował się moim stanem.- W sumie to masz rację. Chętnie poszedłbym spać.
- No widzisz? Chodźmy biedaczku.- chłopak położył rękę na moich plecach i pchnął mnie delikatnie do przodu. Gdy jechaliśmy do mojego domu ziewałem, naprawdę przyda mi się sen.

* Gerard *
Kucnąłem na przeciwko Franka uśmiechając się delikatnie. Przez cały czas czułem jego wzrok na sobie co mnie minimalnie rozpraszało. Po 20 minutach bezskutecznej próby ignorowania jego wzroku postanowiłem z nim pogadać lub posiedzieć w ciszy.
- Przypatrujesz mi się. Od początku tej lekcji. - mówiłem wolno, obserwując jak twarz Franka staje się coraz bardziej czerwona. 
- Umm taak.. Przepraszam. Po prostu się zawiesiłem.. I jakoś tak wyszło, że patrzyłem na ciebie.
Słuchałem jego przeprosin wiedząc, że kłamie. Nie chciałem go jeszcze bardziej pogrążać więc ten fakt zostawiłem dla siebie.
- Nic się nie stało. W sumie to pomyślałem, że się do ciebie przysiądę. No chyba, że nie chcesz.
- Chce, chcę.- powiedział szybko chłopak choćbym miał zaraz rozpłynąć się w powietrzu. Zaśmiałem się cicho na co ten przygryzł wargę.
- Słuchałeś muzyki zanim tu przyszedłem. Czego słuchasz? - spytałem biorąc jedną z słuchawek które luźno zwisały. Usłyszałem dobrze znaną mi melodię  ''Scream'' - Słuchasz misfits? Ja sam ich uwielbiam.
- Słucham, lubię. - odpowiedział Frank uśmiechając się. 
Czułem jak pewność siebie powoli mnie opuszcza. Cały czas się tego uczyłem. Uczyłem się jak być.. normalny? Towarzyski? Sam nie wiem jak to nazwać.. Ale wiedziałem, że teraz rozmowa z Frankiem będzie trudniejsza, będę się gubić w słowach i czerwienić.. Na szczęście do końca lekcji słuchaliśmy wspólnie muzyki. Gdy zadzwonił dzwonek Frank zerwał się z swojego miejsca przy okazji odbierając mi możliwość dosłuchania końcówki Heleny
- Dzięki Gerard.. Całkiem fajnie słucha się z tobą muzyki. - powiedział zarzucając plecak na ramiona, zanim zdążyłem mu odpowiedzieć ten wychodził już z klasy. Widać było, że się śpieszył więc postanowiłem go nie zatrzymywać. Powoli wstałem czując się dumny, że zachowywałem się jak człowiek towarzyski. Przy Franku czułem się sobą, więc może dlatego. Było nie wielu takich ludzi ale chłopak z tatuażami należał do tej grupy. Powlokłem się do domu zastanawiając się czy będzie tam Mikey. Oliver nie wrócił na lekcję więc podejrzewam, że zawiózł mojego brata do domu i nie fatygował się by wrócić ponownie do szkoły.
~~~~~~~~
Kolejny rozdział przed wami c; Jeśli ktoś to czyta niech napisze komentarz, nawet nie wiecie jak będzie mi miło.