czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 9

Rozdział 9

* Gerard *
Obudził mnie mój brzuch. Brzuch który domagał się posiłku. I to dość głośno się domagał. Na szczęście nie obudziłem tym burczeniem Franka. Spaliłbym się wtedy z wstydu.
Ziewając udałem się do kuchni by przygotować śniadanie dla siebie i reszty. Nie miałem pomysłu co zrobić do jedzenia. Kanapki? Nie.. Płatki? Mikey będzie zły, że ktoś inny je jego płatki. Nie zostało mi nic innego jak jajecznica. Chyba każdy lubi jajecznice. Chyba.. Wrzuciłem na patelnię trochę margaryny później jajka no i sól. Tak prosta a dobra. No chyba że ją spale, jeśli to jest możliwe. Gdy stwierdziłem, że jajecznica będzie Ok zdjąłem ją z ognia i zabrałem się za smarowanie chleba.
- Hej Gerard.. Heh nie śpisz już. - w progu kuchni stał Frank z rozczochranymi włosami i odciśniętą na policzku poduszką.
- Nie śpię. Byłem zbyt głodny by spać. A ty też już nie śpisz. - stwierdziłem podchodząc do chłopaka.
- Taa zimn mi było. Chciałem um.. no przyjść do ciebie i się przytulić ale ciebie już nie było.
- Ale teraz mogę cię przytulić.
- No możesz. - przytaknął czarnowłosy rumieniąc się. Zrobiłem w jego stronę jeszcze dwa kroki tak, że stałem w odległości 40 cm od Franka.
- Chodź tu malutki. - wyszeptałem zgarniając go w ramiona. Czarnowłosy był naprawdę niski ale nie przeszkadzało mi to. Mocno przytuliłem jego chłodne ciało do siebie a podbródek oparłem na jego głowie.
- Nie jestem, aż taki niski byś mówił na mnie malutki. Ale to mile. - wymruczał chłopak w moją klatkę piersiową.
- Jesteś niski. Cholernie pieprzono niski. I to jest pieprzono słodkie.Wybacz, ale takie jest moje zdanie.- z każdym zdaniem twarz Franka robiła się coraz bardziej czerwona.
- Gerard ja no.. Ughm. To bardzo miłe z twojej strony naprawdę. Tylko, że ja.. No ja nie jestem przyzwyczajony do miłych słów i do tego, że ktoś mnie tuli.- jąkał czarnowłosy odsuwając się ode mnie.
Cholera! Zapomniałem, że Frank był nieufny i lękliwy. Nie chciałem na niego napierać ani nic. Chciałem by czuł się wolny i bezpieczny.
- Spoko Frank. Rozumiem to i nie martw się. A teraz chodź jeść.
- Nie jestem głodny..
- Nie. Jesteś. I zjesz... bo cię będę karmić. A tego nie chcesz.  - podszedłem do szafki z której wyciągnąłem talerze.
- Ale Gerard.. Ja naprawdę nie chcę. - widząc mój morderczy wzrok pośpiesznie dodał - chociaż w sumie jestem troszkę głodny.
- To się cieszę. Siadaj. - powiedziałem sam siadając przed swoją jajecznicą.
O tak. W końcu zjem. W sumie to, to zeżre bo tak głodny jestem. Gdy byłem już w połowie opróżniania talerza zauważyłem, że Frank nie zjadł ani kęsa. Z westchnieniem odłożyłem swój widelec.
- Widzę, że naprawdę  chcesz bym cie karmił. - powiedziałem z uśmiechem przysuwając jego talerz do siebie. - No Frank otwórz buzię. 
Z ust Frank wydobył się chichot ale posłusznie wykonał moje polecenie. Śmiejąc się zacząłem karmić chłopaka.
- I jak? - spytałem gdy z talerza znikła już większa cześć jajecznicy. 
- Umm.. okey. Możesz zostać ojcem. Twoje dzieci przy tobie nie umrą z głodu. Ewentualnie z przejedzenia..Ale to już inna sprawa. - oczy Franka świeciły się. Nigdy nie widziałem go takiego.
- Pójdę już obudzić tych tam na górze. - powiedziałem wstając.
- Gerard. Czekaj. - powiedział Frank również wstając.
Posłusznie zaczekałem zastanawiając się co się stało.
- Dziękuję. - wyszeptał Frank całując mój policzek. 
- Nie masz za co Franki.- również wyszeptałem.
- Idź już ich obudzić.. nie zatrzymuje cię już. - powiedział widocznie skrępowany Frank.
Kiwając głową udałem się do pokoju brata.

* Frank*
Spanikowałem. Jestem głupi. Po co całowałem go.. Ale nie umiałem się powstrzymać. Byłem mu naprawdę wdzięczny za wszystko. Ale przez tego cholernego całusa nie będę umiał na niego spojrzeć. A co jeśli Gerard dowie  si, że jestem w nim zakochany. Nie no.. w życiu. Nie może. Z strachem patrząc na schody nabazgrałem na kartce kilka słów by później jak najciszej wyjść z domu państwa Way. 
Może moje zachowanie było głupie ale bałem się. 
Gdy Gerard wróci do salonu zostanie po mnie tylko krótki list.
Gee przepraszam, że wyszedłem. Ale boję się siebie. A raczej swoich uczuć. To co mnie ogarnia jest z jednej strony piękne.. ale z drugiej boję się tego. Mam nadzieję, że zrozumiesz.. i nie będziesz na mnie zły. Bo kiedyś chciałbym zasmakować twoich ust. Frank.
Wyznałem mu to.. wyznałem to, że chciałbym go kiedyś pocałować. Być może jestem skończony ale to nic. Przynajmniej wyznałem mu to. Okazałem się silniejszy niż myślałem. A teraz.. Pozostała mi droga do domu. Powrót. Wracam do szarej rzeczywistości w której nie ma miejsca na senne marzenia o Twoich ustach. Za to jest mnóstwo czasu na przyzwyczajenie się do bólu. Tego psychicznego i fizycznego. Ja już zacząłem się przygotowywać. Przygotowywać do odrzucenia z twojej strony.
Z nieba zaczęły spływać krople. Jedna po drugiej. Przypomniały mi się słowa piosenki którą kiedyś śpiewała babcia: ''Jak w taki dzień dzień deszczowy
Ocalić płomień serc
Gdy smutek deszcz przemienia
W krople łez''

 Śpiewałem cicho z krzywym uśmiechem na ustach. Pieprzona racja. Przyśpieszyłem kroku czując jak deszcz się nasila. Gdy w oddali majaczył mi już dom biegłem. Gdy wleciałem cały mokry do domu mama siedziała w salonie z przestraszoną miną.
- Cześć mamo już jestem. Zanosi się na burze.. - powiedziałem gdy usłyszałem głośny trzask dobiegający z dworu.
- Och Franki to nie burza. - jęknęła płaczliwym głosem mama rzucając się na mnie i mocno mnie tuląc.
Nic nie rozumiałem. Albo nie chciałem rozumieć. Nie.. nie teraz. Korse nie mógł zaatakować miasta.

-----------------------------------------
Krótki. Ale to nic nowego.. Chciałabym wam wszystkim życzyć miłych wakacji ^^
Piosenka którą kiedyś śpiewała babcia Franka to  ''Jak w taki dzień deszczowy'' - Anny Jantar.
Dziękuję wszystkim za komentarze pod rozdziałem 8. =)) 


czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 8

Rozdział 8

* Oliver *
Gdy usłyszałem głos Waya cholernie się przestraszyłem. Chodź nic na szczęście złego nie robiłem.
- Ym no tak ja. - w myślach palnąłem się w głowę. Moja odpowiedź nie mogła być bardziej idiotyczna.
- Co ty tu robisz? To moje łóżko. - głoś Mikey'a był zagłuszony przez ziewanie.
- Wiem. Zasnąłeś w trakcie filmu, więc cię przeniosłem do twojego pokoju. Gerard jakby to ująć... wydawało mi się, że chciał spędzić trochę czasu z Frankiem. Postanowiłem, że położę się obok ciebie bo też jestem śpiący. Spokojnie nie zgwałcę cię. Jak już mówiłem nie masz nic co mogłoby mnie zainteresować. - mówiąc te słowa wiedziałem, że kłamię. Chłopak miał mi co zaoferować. Był kimś kto potrzebował opieki, ramion które by go obejmowały. Mikey chciał kogoś kto go nie skrzywdzi. Kogoś komu bezgranicznie zaufa. I kogoś kto będzie lubić Gerarda. Tak mi się przynajmniej wydawało. A ja.. A ja chciałem się nim opiekować, nawet teraz miałem ochotę przyciągnąć go do swojej klatki piersiowej i wtulić głowę w jego włosy.
- Taa.. Wiem. Wybacz ale jestem zbyt śpiący by pogadać. Braanoc Oliver.. - Mikey wtulił głowę w poduszkę i już po chwili na jego ustach widniał błogi uśmiech wywołany przez sen. 
Pierdol wszystko, zrób to. Jak się obudzi będziesz udawać, że śpisz.. Naprawdę chciałem go teraz przytulić. Z lekkim wahaniem objąłem go ramieniem. Chłopak mruknął coś przez sen po to by zaraz zbliżyć się do mnie.
Miałem go przy sobie. Mogłem iść spać. A jutro jakoś się tą sytuację wytłumaczy.

* Mikey * 
Boże jakie to łóżko jest wygodne. A kołderka ciepła..I ta ręka która mnie tuli do siebie. To takie przyjemne. Ale coś mi się wydaje, że pora wstawać. Brrh.. niestety. 
Mikey.. idioto ty już nie śpisz.. Ale przecież ktoś dalej mnie przytula.
Gdy otwarłem oczy ukazał mi się widok śpiącego Olivera który przytulał mnie do siebie. To było coś szokującego, ale bardzo przyjemnego. Tylko czemu on to robi? Zapewne przez sen.. Wiele ludzi tak ma. 
-Oliver? Śpisz? - zapytałem by upewnić się, że chłopak na pewno śpi. Gdy odpowiedziała mi głucha cisza wtuliłem się w jego ramiona  zaciągając się jego zapachem.
Byłem w kłopotach i to wielkich. Zakochałem się w Oliverze.. I nie mam szans na szczęśliwe zakończenie. Chyba, że stanę się w typie Olivera.. Nie. Nie będę się dla kogoś zmieniać.. Kocha się kogoś takim jakim jest. 
- Chcę częściej być w twoich ramionach.. - wyszeptałem bezmyślnie. Miałem ochotę na płacz, choć wiedziałem, że to dziecinne. I, że nie mam o co płakać.. Zamknąłem oczy wsłuchując się w bicie serca chłopaka. Chciałem jak najlepiej zapamiętać tą chwilę by później móc ją odtwarzać w głowie po milion razy. 


Oliver nie spał. Oliver nie spał gdy Mikey się obudził, nie spał gdy się do niego przytulił. Był pełni świadomy gdy młodszy powiedział zdanie dzięki któremu Oliver postanowi wziąć sprawy w swoje ręce. Postanowił, opiekować się okularnikiem. Być przy nim. I co oczywiste sprawić by Mikey częściej znajdywał się w jego ramionach. Ale na razie postanowił jeszcze poudawać, że śpi. Poleżeć z młodszym chłopakiem i delektować się tym. Właśnie w takim momencie ujrzał ich Gerard który przyszedł do pokoju brata by powiedzieć im, że zrobił śniadanie z Frankiem. Ale odpuścił. Nie chciał ich budzić.. I był naprawdę szczęśliwy widząc uśmiech na twarzy Mikey'a. Uśmiech spowodowany przez Olivera.

* Gerard *
Gdy Oliver z moim bratem poszli.. A raczej Oliver wyniósł mojego brata zostałem z Frankiem sam na sam. Widziałem, że chłopak trochę się tym zestresował. A tego nie chciałem. Pragnąłem by ten wieczór, noc była przyjemna a nie stresująca.
- Chcesz już iść spać, czy jeszcze oglądamy? 
- Raczej spać. Albo nie.. Ale nie chce oglądać filmów. - odpowiedział Frank przeciągając się.
- Spoko. Opowiedz mi coś o sobie.. 
- Nie ma czego mówić serio. Nudne życie. 
- Ejoo spokojnie Frank.. No dobra to ja pierwszy zacznę.. Kurwa sam nie wiem od czego. Nie no.. - stres wziął górę i zaczynałem bez sensu paplać. - Ym.. taa komiksy. Lubię komiksy, wręcz kocham. Moja mama twierdzi, że moja kolekcja komiksów jest droższa od mojego pokoju i reszty rzeczy które tam mam. Lubię też pisać piosenki.. amatorsko i nikt ich nie czytał ani nic.. No oprócz mojego brata. Ale on jest zbyt wścibski.. Żeby było jeszcze ciekawiej lubię też rysować. Ale to takie niepoważne. Nie żadne pejzaże czy coś.. Chodź czasami robię jakiś szkic. Ale najlepiej czuję się w rysowaniu jakiś takich bajowych rzeczy, wyciągniętych z kreskówek. 
- Boże Gerard.. Jesteś .. Jesteś taki kolorowy.. Nie wiem jak to ująć. Ja jedyne co to gram na gitarze. Jestem nudny. Naprawdę. I śpiący. - wiedziałem, że chłopak mówi prawdę
- No dobrze. Jeszcze kiedyś mi o sobie opowiesz. A teraz idziemy spać.
Wraz z Frankiem ulepszyliśmy legowisko na ziemi. Każdy z nas miał spać na kołdrze, dwóch kocykach i poduszce by było miękko. Wiedziałem, że gdybym położył się obok chłopaka to przekroczyłbym granicę. Nie chciałem stresować Franka. 
Gdy już leżeliśmy wygodnie  Frank odezwał się i powiedział słowa na które zrobiło mi się ciepło w sercu ale i zarazem smutno.
- Lubię cię Gerard. I dziękuję, że mnie zaprosiłeś. Nikt nigdy mnie na takie nocki nie zapraszał. jeszcze raz dziękuję. Heh.. Dobranoc Gerard.. 
- Dobranoc Frank.. wyśpij się.
Chłopak nic na to nie odpowiedział a jedynie przysunął się bliżej mnie. Ciekawe czy on wie jaki jest słodki.
__________________________________
Ja naprawdę chce pisać dłuższe rozdziały.. Ale mimo to mam nadzieję, że choć trochę zadowolicie się 8. 

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 7

Rozdział 7

*Gerard*
Kilka minut przed 21 siedzieliśmy przed telewizorem czekając na rozpoczęcie filmu. Na pierwszy ogień poszedł horror.  Nasze legowisko rozłożyliśmy z poduszek i koców na ziemi. Oparliśmy się wygodnie o kanapę. I czego móc chcieć więcej? No oprócz jedzenie które i tak mieliśmy. Gdy na ekranie pojawiły się napisy zwiastujące film zauważyłem, że Frank tak jakby odsunął się od nas. Siedział na skraju chodź obok mnie było jeszcze dużo wolnego miejsca.
- Frank.. Idioto chodź tu bliżej. - chłopak posłusznie się przybliżył dzięki czemu spokojne mogłem kontynuować swoją wypowiedź tak, że tylko on ją słyszał - Chcesz się już przebrać? Czy później?
Frank jako jedyny nadal pozostał w swoich ciuchach. Chodź my siedzieliśmy w dresach, spodenkach i porozciąganych bluzkach on dalej miał na sobie czarne rurki i bluzkę. Gdyby nagle komuś zachciało się robić wybory na miss piękności wiadomo kto by wygrał.
- Nie, nie. Na razie nie trzeba Gerard. Ale dzięki. Za te ciuchy i za to, że mnie zaprosiłeś.
- Nie masz za co, serio Frank. - posłałem chłopakowi uśmiech który ten odwzajemnił mrużąc oczy..
- Chociaż w sumie.. Jednak chcę się już przebrać. Przepraszam za te niezdecydowanie.
Cicho się zaśmiałem czochrając włosy Franka.
- Wstawaj młody. Idziemy a raczej ty idziesz się przebrać. Wiesz gdzie jest łazienka prawda? Jeśli nie to te drzwi obok kuchni. Na półce masz dresowe spodnie i koszulkę. Wracaj do nas szybko.
- Oki. - mruknął Frank przeskakując nad moimi nogami.
- A jak się mają moje gołąbki? - posłałem w stronę mojego brata wredny uśmiech.
- Zamknij się. Nie widzisz, że patrzę? - odwarknął Oliver  który siedział obok mnie.
Nic już nie mówiąc przyglądałem się mojemu bratu i koledze. Mikey siedział z kolanami przyciśniętymi do brzucha. Machinalnie bawił się palcami Olivera zapatrzony w ekran telewizora. Nie mając ochoty komentować zachowania mojego młodszego brata sam zacząłem przypatrywać się napisom filmu.
- Widzę, że jesteście pochłonięci oglądaniem. - usłyszałem obok siebie głos Franka. Tym razem usiadł o wiele bliżej. Tak jak myślałem nogawki spodni plątały mu się przy ziemi a bluzka sięgała prawie kolan. Chłopak wyglądał tak bezbronnie, ślicznie. Miałem ochotę go przytulić ale podejrzewałem, że to mogłoby spłoszyć Franka.
- Dopiero teraz się naprawdę rozpoczął. To oglądamy. - posłałem w stronę czarnowłosego uśmiech przy okazji biorąc garść popcornu.
Film okazał się naprawdę dobry. Krew, krzyki, troszkę paranormal activity. Byłem zwolennikiem takich klimatów. Z reakcji ciała Franka wynikało, że on niekoniecznie. Co chwilę podskakiwał wystraszony lub mruczał coś pod nosem o zawale.
- Oferuję swoje ramie do zakrywania oczu. Jedyna taka oferta, a do tego tania. Wręcz darmowa. - zażartowałem na co chłopak cicho się zaśmiał i przyjął ''zaoferowane ramie''. Gdy na ekranie pojawiało się coś co Franka przerażało moja ręka lądowała na oczach chłopaka. Gdy sytuacja się uspokajała czarnowłosy miał w zwyczaju kłaść ją luźno na swoich kolanach. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie, sam przyłapywałem się na jeżdżeniu palcami po jego nodze.
- Gerard.. wiem, że to dziecinne. Ale ja nie lubię horrorów. I nie jestem jak twój brat by zasnąć na takim filmie. - usłyszałem głos Franka gdy na ekranie pojawił się napis '' The End ''. Jego słowa uzmysłowiły mi, że Mikey zasnął na filmie, zerknąłem w bok. Oliver obejmował luźno chłopaka który spał z błogim uśmiechem.
- To nic Frank. Masz prawo się bać. A moja ręka zawsze chętna do zakrywania drastycznych scen.
- Ta dzięki. Kiedyś jeszcze skorzystam. Może. - odparł Frank by następnie ziewnąć.
Zaśmiałem się na ten widok za co Iero spiorunował mnie wzrokiem.
- Gerard. Bo wiesz, wydaje mi się że Mikey całkowicie zrezygnował z oglądania filmów. A jak będzie tu tak całą noc spać to współczuję mu jutra i tego bólu. - odezwał się Oliver który próbował zabrać swoją rękę nie budząc przy tym mojego brata.
- Amm no tak. Mikey pokazał ci gdzie jest jego pokój prawda?  Zaniesiesz go tam? Przykry go i co tam jeszcze.
- Okey, okey. Nie będę wam przeszkadzał. - przy tych słowach posłał nam wymowne spojrzenie.
Zerknąłem na Franka był czerwony jak burak.
- Idź idioto.

* Oliver *
Nie byłem zainteresowany filmem. W sumie miałem w dupie to co leci. Wolałem obserwować brata Gerarda.
Nie, nie leciałem na niego. Po prostu chciałem mu się przyjrzeć. Z każdą minutą powieki Mikey'a były coraz cięższe, aż w końcu śpiąc opadł na mnie. Objąłem go ramieniem wciąż mu się przyglądając. Na jego ustach błąkał się uśmiech. Spędziłem tak resztę filmu. Kilka razy oderwałem oczy od chłopaka by popatrzeć na film lub by zerknąć na to co robią Gerard i Frank. Jeśli kiedyś będą razem to dzięki mnie. To ja kazałem Iero powiedzieć Gerardowi o stanie swojego brata. 
Gdy horror się skończył moje ramie było całe zesztywniałe. 
- Gerard. Bo wiesz, wydaje mi się że Mikey całkowicie zrezygnował z oglądania filmów. A jak będzie tu tak całą noc spać to współczuję mu jutra i tego bólu. - powiedziałem dając jasno do zrozumienia, że chcę by młody znalazł się u siebie w łóżku. Lub ogólnie w łóżku. W międzyczasie wyplątywałam chłopaka z moich ramion.
- Amm no tak. Mikey pokazał ci gdzie jest jego pokój prawda?  Zaniesiesz go tam? Przykry go i co tam jeszcze. - powiedział Way patrząc na swojego brata.W oczach miał to coś.. To co zawsze mają bracia.. Nie wiem jak to nazwać.
Na pożegnanie obiecałem, że nie będę im przeszkadzać i podniosłem Mikey'a. Jedna z moich dłoni była na jego plecach druga pod kolanami. Księżniczka Mikey. Uśmiechnąłem się do swoich własnych myśli.
Gdy znalazłem się w pokoju chłopaka, delikatnie położyłem go na łóżku. Opatuliłem go kołdrą i... położyłem się obok niego. Byłem zmęczony, a patrząc na Waya stawałem się jeszcze bardziej śpiący. Byłem już prawie w objęciach Morfeusza gdy usłyszałem:
- Oliver? - to był głos Mikey'a.
______________________________________________________
Przepraszam. ;c
1. Za to, że rozdział dopiero teraz
2. Za jakość i długość tego rozdziału.

Na swoją obronę.. nie mam nic. 


sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 6

Rozdział 6

*Frank*
Patrzyłem wyczekująco na Gerarda. Widać było, że chłopak trochę się speszył. Czyli nie tylko ja czułem się jak ostatni idiota za każdym razem gdy byłem obok niego. Miłe.
- Chciałem się ciebie spytać czy reflektujesz na noc z filmami, popcornem .. no i z mną. Nie! To znaczy tak. Ugrr nie chcę byś myślał, że to jakaś pieprzona randka. Po prostu mojej mamy nie ma przez weekend i pomyślałem z moim bratem, że zrobimy maraton filmowy. No i pozapraszamy znajomych.. i tak pomyślałem o tobie. - zakończył Gerard drapiąc się po szyi z zdenerwowania.
Pomyślał o mnie. Moje serce zabiło mocniej. Czułem jak na moje policzki wpełza ten okropny rumieniec. A na ustach formuje się idiotyczny uśmiech.
- Jasne. Dzięki za zaproszenie Gerard. Chętnie skorzystam. Powiedz tylko kiedy i gdzie mam przyjść.
- Dziś o 20 u mnie. Jak co mieszkam na Alone Street. Taki brązowy dom z balkonem. Raczej się nie zgubisz.- uśmiech chłopaka sprawiał, że miałem ochotę zatrzymać czas i cały czas spoglądać na jego rozjaśnioną twarz.
- Jasne, jasne. Wezmę jakieś picie czy coś. Umm dziękuję, że mnie zaprosiłeś.
- Nie dziękuj. I nie zapomnij o jakiejś piżamie czy czymś w tym stylu. Ja lecę na biologię wybacz.
Gdy Gerard zniknął mi z oczu zacząłem iść w stronę sali z chemii. Nie wierzyłem, ze udało mi się przeprowadzić normalną rozmowę z czarnowłosym i się przy tym nie jąkać. Nie mogłem się doczekać wieczoru. Chodź z drugiej strony trochę się tego obawiałem.  Miałem spędzić noc w towarzystwie Gerarda. No i oczywiście z jego bratem i innymi znajomymi rodzeństwa.
     Lekcje minęły mi błyskawicznie. Kilka razy mignęła mi twarz Way'a ale za każdym razem trwało to kilka sekund. Kiedy wreszcie byłem w domu uświadomiłem sobie jeden fakt. A co jeśli moja mama mnie nie puści? Nie mogła tego zrobić. Powinna się cieszyć, że wreszcie się integruję z ludźmi.
- Mamo?! Kolega zaprosił mnie na noc do siebie. Mogę iść? Będziemy oglądać filmy i myślę, że będzie fajnie.
- Jeszcze się pytasz Frank.. Jasne, że możesz wyjść. Tylko mogę wiedzieć o której idziesz i mniej więcej o której wrócisz?
- Będę wychodzić gdzieś o 19.. Chcę jeszcze wejść do sklepu i kupić jakieś jedzenie na tą nockę.- moje słowa znaczyły to samo co '' dobrze by było gdybyś dała mi pieniądze.''- A wracać będę około.. umm.. Sam nie wiem. Rano? Lub troszkę później. Napiszę ci. 
- Dobrze. I niech będzie dam ci pieniądze. Głupio by wyglądało gdybyś tak nic nie przyniósł. 
- Dzięki mamo. A teraz idę spać.. Nie chcę zasnąć już na samym początku. - uśmiechnąłem się do mamy i poszedłem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko myśląc o tym co będę robił za kilka godzin. Nie mogłem się doczekać. Postanowiłem, że nie będę zbytnio wydziwiać i przebiorę tylko koszulkę na inną. Ni coś do spania. Spodnie dresowe wydawały się dobrym pomysłem.
***
Cholera! 
Obudziłem się za późno. O wiele za późno. Była już 18:50 a ja dopiero łaskawie wstałem z łóżka. Szybko zrzuciłem z siebie zmięty t-shirt by od razu założyć na siebie świeżą koszulkę.. Przeczesałem palcami włosy by chodź trochę ogarnąć rozgardiasz tam panujący. Bez większych skutków. Z pod biurka wyciągnąłem czarną torbę na ramię. Ani się nie obejrzałem już zbiegałem po schodach. Mama zostawiła mi na półce pieniądze na przekąski, zgarnąłem je do kieszeni.  Kurtka, buty i mogę wychodzić. 
Miałem zamiar zrobić zakupy w supermarkecie. I tak był po drodze do domu Gerarda. Miałem dobry czas... niestety nie mogłem powiedzieć tego o moim wyglądzie. Gdy dotarłem do sklepu zdałem sobie sprawę z pewnej rzeczy. Z pewnej okropnej rzeczy. Zaspałem przez co nie spakowałem pidżamy. Po prostu świetnie, zganiałem siebie w myślach. Gdybym teraz wrócił się do domu na pewno bym się spóźnił. A po za tym nie chciałem iść do Gerarda w całkowitych ciemnościach.  Trudno jakoś dasz radę.. Jeansowe spodnie nie są, aż takie złe.
Gdy wszedłem do sklepu swoje kroki od razu skierowałem na dział z napojami. Postanowiłem zakupić butelkę 2 litrowej coca-coli i pomarańczowy sok. Przeliczając pieniądze które dała mi mama postanowiłem kupić jeszcze paczkę krakersów oraz ciastek. Ku mojej uldze w sklepie nie było wielkich kolejek. Tylko jedna starsza pani która miała chyba dużo kotów. Wywnioskowałem to z iloci karmy która kupowała.  Wszystkie zakupy spakowałem to torby i ruszyłem przed siebie. Do brązowego domu z balkonem zostało mi ok 20 minut drogi. Minęła mi bardzo szybko. Za szybko. Dopiero teraz zacząłem się stresować tym co się dzieje. Mogłem się jednak nie zgadzać.. Teraz będę jak błazen siedzieć i patrzeć na filmy w pieprzonych czarnych rurkach. Ogarnij się Frank! pomyślałem i zapukałem do drzwi. Moich uszu dobiegł pisk i czyiś głośny śmiech. Po kilku sekundach drzwi otworzył mi Gerard.
- Cześć. Przyszedłem.. I zapomniałem ubrań na przebranie. Sorry, ale kupiłem picie, krakersy i ciastka. - powiedziałem na jednym wydechu. Chłopak patrzył na mnie w osłupieniu, aż na jego twarzy nie pojawił się ogromny uśmiech.
- Nic się nie stało. Pożyczę ci ciuchy na przebranie. Wchodź. - Gerard przesunął się wpuszczając mnie do środka. Wszedłem rozglądając się na boki. Przedpokój był w odcieniach brązu i bieli. - Ściągaj buty i kurtkę Frank. Właśnie robimy w kuchni popcorn więc dobrze, że już jesteś. - mówiąc to czarnowłosy posłał mi uśmiech dzięki któremu wiedziałem, że dobrze zrobiłem przychodząc tutaj.
Całkowicie nie wiedziałem co gdzie jest więc jedynym wyjściem było pójście za chłopakiem. 
- Cześć Oliver i.. yyy.. Mikey? - spytałem niepewnie wchodząc do kuchni Bo tam znajdywała się ta dwójka śmiejąc się. A raczej to brat Gerarda się śmiał a Oliver go łaskotał.
- Ha ha ha ha ha Hej. - wysapał młodszy Way między salwami śmiechu na co jego brat zareagował niedowierzającym kręceniem głowy.

* Oliver *
Propozycja którą złożyli mi Gerard z Mikey'em była bardzo kusząca. I wiedziałem, że chętnie z niej skorzystam.
- Ale czujesz się już lepiej Mikey? Wiesz nie chcę później jechać z tobą do szpitala czy coś. - powiedziałem spoglądając na młodszego. 
- Nie, nie. Wszystko już w porządku Oliver. To jak przyjdziesz?
- Jasne, że przyjdę. Co to za oglądanie filmów beze mnie. Gdzie mieszkacie też wiem. Możecie się mnie spodziewać o 20. - powiedziałem patrząc na braci Way. 
Ci uśmiechnęli się i oddalili się w drugą stronę mówiąc coś do siebie. 
Mimo, że dowiedziałem się dopiero o szesnastej o tym, że mam plany na wieczór, na noc nie byłem zły. Cieszyłem się z zaproszenia. Zawsze lepiej spędzić piątkową noc z znajomymi a nie samemu. 
Gerard mówił mi, że zaprosił też Franka Iero. Zbytnio mi to nie przeszkadza, nic do niego nie miałem. W sumie to prawie go nie znałem. 
Gdy przyszedłem do domu na stole leżała kartka od mamy
'' Oliver jestem w pracy, gdybyś gdzieś wychodził na dłużej zadzwoń.
Mama
Ps. W lodówce jest obiad, odgrzej sobie.''
Z uśmiechem zadzwoniłem do mamy by wyjaśnić jej moje plany na dziś. Zgodziła się a nawet pozwoliła ( a raczej kazała ) ogołocić szafkę z chipsów i innych smakołyków. Posłuchałem ją zostawiając w szafce białą czekoladę i cukierki z kawałkami orzechów. Mama uwielbiała obie te rzeczy a ja nie miałem serca jej ich odbierać. 
Czas do 19:30 spędziłem na zjedzeniu obiadu, zrobieniu zadania z maty i na przesłuchaniu ulubionych kawałków. O wyznaczonej przez samego siebie godzinie wyszedłem z domu nie zapominając zabrać jedzenia i ubrań. Droga nie trwała długo. Już po jakichś 15 minutach byłem na miejscu. Przez chwilę zastanawiałem się czy dzwonić na dzwonek czy wejść samemu. Postanowiłem jednak zadzwonić, nie chciałem być niegrzeczny. Drzwi otworzył mi Mikey w przekrzywionych okularach i uśmiechu na twarzy. Uroczo wyglądał.
- Hej. Przepraszam, że szybciej.- powiedziałem wchodząc do środka
- Nic nie szkodzi. Gerard! Oliver już jest. Teraz tylko trzeba poczekać na Franka! Zrobię już popcorn! - Mikey krzyknął gdzieś w przestrzeń a ja podejrzewałem, że jego brat jest u góry. 
Mikey poszedł do kuchni a ja za nim. Do roboty było naprawdę mało. Otworzyć paczkę ziarenek kukurydzy, wsadzić ją do mikrofalówki i czekać. Dla tego z braku zajęcia zacząłem łaskotać szatyna na co ten zaczął głośno się śmiać i popiskiwać. 
- Oli.. Oliver. Haha.. przes..haha.. tań. - w momencie gdy Mikey śmiał się i piszczał jak głupi moich uszu dobiegło pukanie do drzwi. Po kilku sekundach Gerard zbiegł na dół by przywitać gościa. A ja wróciłem do łaskotek jego brata. Przy łaskotaniu Way'a sam śmiałem się jak głupi. Czułem się znowu jak dzieciak. 
- Cześć Oliver i..yyy.. Mikey? - usłyszałem głos należący do Franka. Podniosłem na niego wzrok i uśmiechnąłem się szeroko w jego stronę. Mikey wystękał coś między falami śmiechu.
Teraz gdy był już Frank mogliśmy poważnie zacząć szykować nasz wieczór filmowy. Delikatnie puściłem Mikey'a by ten nie przewrócił się na ziemię.
- Jeszcze pożałujesz tego, że mnie łaskotałeś Oliver. - powiedział groźnie chłopak. A raczej starał się powiedzieć to groźnie. Nie mogąc się oprzeć posłałem mu całusa w powietrzu.

_____________________________
Boli mnie cały kark, padam i chcę spać. Ale napisałam rozdział ;D
Stwierdziłam, że mam prawo go zadedykować.. 
- Mojej przyjaciółce która czyta tego bloga i musi wysłuchiwać o moich wielkich problemach dotyczących pisania. Dziękuję Ci <3
- Nothing ~ Mam nadzieję , że teraz długość rozdziału cię zadowoli c: Jesteś jedyną która komentuje i zaobserwowała tego bloga ;3
Byłoby miło gdyby pod tym rozdziałem znalazły się.. 3 komentarze?.. Nie wymagam za dużo? To daje wielkie motywacje do zarywania nocy i pisania ;D 
Dobranoc ;3

czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 5

Rozdział 5

Po tym jak Oliver odwiózł Mikey'a do domu przy czym natrafił jeszcze na matkę chłopaka minął jakiś tydzień. Przez ten czas starszy kolega odwiedzał Waya, jego wizyty czasami trwały 5 minut czasami godzinę a nawet kilka. Przez ten czas Mikey często odwiedzał pokój brata po to by się wygadać lub poobserwować "braciszka" który zawzięcie zapełniał strony brulionu. Oby dwaj chłopcy zaczynali czuć sympatię, przyjaźń do osób o których nigdy przedtem nie pomyśleli.

Oliver Terent zawrócił w głowie młodemu Wayowi. Jego uśmiech, zmarszczka na czole gdy się skupiał lub zwykłe prychnięcie sprawiały u chłopaka radość. Młody uwielbiał przypatrywać się starszemu gdy ten nie widział. Chodź od razu ganił się za to w myślach i przypominał sobie słowa Olivera '' Oszalałeś? Czego ja bym mógł od niego chcieć? Bez urazy Mikey'' Wiedział, że chłopak ma racje. Co on mógłby mu dać? Chudy, okularnik, brzydki a do tego ma zerowe pojęcie o całowaniu się chodź przynajmniej nie jest, aż tak beznadziejnym przypadkiem by się jeszcze w ogóle nie całować. Taa jedyny plus myślał gorzko chłopak. Mimo, że spędzanie czasu z nim go bolało nie umiał odmówić sobie tej przyjemności.

Frank Iero sprawiał, że na twarzy Gerarda coraz częściej pojawiał się uśmiech. Lubił przyłapywać młodszego na zerkaniu w jego stronę. Zawsze wtedy posyłał mu krzywy uśmieszek który sprawiał, że policzki Franka momentalnie stawały się czerwone. Dzięki zabiegom którym Gerard się poświęcał by ujrzeć rumieńce Iero stał się bardziej pewny siebie. I minimalnie bardziej lubiany w szkole. Minimalnie. Po prostu ludzie dowiedzieli się, że ten pieprzony Way umie się uśmiechać.  Jednak Gerard dalej nie umiał zdobyć się na rozmowę. Kiwnięcie sobie głową na cześć? Nie ma sprawy. Uśmiech? Bez problemu. Ale rozmowa... Tu zaczynały się stopnie. Ale Gerard wiedział, że uda mu się je przejść. Nie wiedział tylko czy spadnie z nich na dół czy zostanie u góry na szczycie.  

* Frank* 
- Frank wstawaj! Nie zaśpisz mi do szkoły! Jeśli nie wstaniesz  to wyleję na ciebie kubeł wody. Wiesz, że jestem w stanie to zrobić. Urodziłam cię Frank i mam prawo również cię zabić oblewając lodowatą wodą z rana.
- Mamo.. Jezu daj człowiekowi spać. - odpowiedziałem mrużąc oczy. - Ale okey, wstaję już. Lepiej?
- Lepiej. W kuchni na stole są grzanki, zjedz sobie. Ja niestety już idę do pracy.
No tak. Obudziła mnie i wyszła sobie do pracy. Typowe. Starając się nie zasnąć szedłem w stronę łazienki. Gdy letnia woda spotkała się z moją skórą trochę oprzytomniałem. Jeszcze kilka razy poklepałem się dłońmi po policzkach i nawet jako tako myślałem. Szybko założyłem ubrania potem gryz grzanki. Torba na plecy i do szkoły. Nie mieszkałem daleko ok. 10 minut piechotą. 
Gdy przyszedłem do szkolnej szatni przy mojej szafce stał Gerard Way. Opierał się o nią biodrem przeglądając coś w telefonie. Na jego ustach błąkał się uśmiech.  Widok ten był tak uroczy, że przystanąłem na kilka sekund by dokładnie go zapamiętać i móc przypominać sobie w myślach. Nie mając innego wyboru postąpiłem jeszcze kilka kroków do przodu.
- Hej Gerard. Nie, że coś.. Ale mógłbyś się przesunąć? Chcę zabrać książki, no i wsadzić kurtkę. 
- Co? A tak. Cześć. Już się przesuwam. - odpowiedział spoglądając na mnie z ukosa.
No stary weź się w garść.  Pomyślałem.
- Sprowadzało cię coś do mojej osoby, czy po prostu ta szafka jest zbyt wygodna?
- Sprowadza.
Jedno słowa a poczułem jak moje serce przyśpiesza. Cholera. Czego on chce.. 

________________________________________________
Koniec rozdziału c: .Wydaje mi się a raczej jestem pewna ( i przy okazji wkurzona na siebie o to) że ten rozdział jest spierdolony na maksa. Przepraszam za długość. Ale niestety nie miałam czasu ani możliwości do pisania i wiedziałam, że jeśli nie dam tego teraz w takim stanie jakim to jest to nie dodam tego wcale.
Za komentarze ( komentarz xd ) dziękuję <3
Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem pojawi się coś więcej niż '' brak komentarzy''
Do zobaczenia.