Rozdział 3
*Frank*
Siedziałem na lekcji bezmyślnie patrząc w okno, była to moja przed ostatnia lekcja i nie miałem całkowitej ochoty siedzieć na niej jak i na pozostałej. Najchętniej zerwałbym się z szkoły unikając przy okazji ulubionej zabawy Andersona '' Pokaż Frankowi podłogę ''. Ale nie mogłem obiecałem mamie, że w tym miesiącu będę miał wzorową frekwencję. Na razie szło mi bardzo dobrze a zostały mi tylko dwa tygodnie do końca. Było to dla mnie ogromne wyzywanie, ani razu się nie spóźnić ani nie uciec z ostatnich lekcji. Nie żebym to robił dla tego, że palę, piję czy jaram... Robiłem to dla swojego własnego bezpieczeństwa.
Nie chciałem być kozłem ofiarnym w tej szkole a przywalić komuś w twarz tak jak Gerard nie umiałem. Stop! Przestań w końcu o nim myśleć. Raz cię uratował od skopania i stał się twoim wielkim bohaterem o którym co chwilę myślisz. Czasami wydawało mi się, że byłem jak te nastolatki w serialach jakiś chłopak im pomógł one się w nim zakochiwały on je olewał, aż do pewnego momentu by w końcu również się w nich zakochać. Tylko, że u mnie nie będzie ''pewnego momentu'' ponieważ Way nigdy mnie nie zauważy. Moje rozmyślanie przerwał szum spowodowany wejściem do klasy jakiegoś ucznia.
- Przepraszam panie Cors, przysłała mnie tu pani Kinic. Kazała przekazać klasie - teraz mówił już bezpośrednio do nas - że kolejną lekcję macie z nią i naszą klasą. Dziękuję i przepraszam za zamieszanie.
Gdy chłopak wyszedł z pomieszczenia za wszelką cenę starałem się dopasować go do której chodził klasy. Miałem dwie możliwości.. jedna odpadła od razu ponieważ klasa IIIC była na wycieczce. Cholera! Będę miał za chwilę lekcję z klasą Gerarda. Kolejny raz poważnie zacząłem zastanawiać się nad ucieczką, wiedziałem, że to nie poważne ale co mogłem na to poradzić. Weź się w garść, przecież to tylko 45 minut i nie będziesz musiał nawet z nim gadać pomyślałem wrzucając książkę wraz z zeszytem do torby.
Przerwa minęła mi spokojnie, całą spędziłem w łazience. Nie żebym miał jakieś problemy po protu lubiłem siedzieć tu na parapecie i był jeszcze taki plus, że prawie nikt tu nie przychodził. na szczęście nie zanudziłem się na śmierć ponieważ ostatnie przerwy w naszej szkole trwały 5 minut. Zastanawiając się jak ta lekcja będzie wyglądać zeskoczyłem z parapetu, w tym samym czasie do łazienki wszedł ten sam chłopak który poinformował nas, że mamy lekcje z panią Kinic. Obok niego szedł niższy z miną cierpiącego kota.
- Powiedz pani, że się spóźnię ok?- kiwnąłem głową i już chciałem iść ale chłopak znów się odezwał.- I powiedz Gerardowi, że jego brat źle się czuję. Gerardowi Way.
Czemu kiedy pragnę być jak najdalej od niego by się nie zbłaźnić spotyka mnie coś takiego. Zawsze mogłem się nie zgodzić ale jego brat chyba naprawdę źle się czuł, był bardzo blady.
- Okey, powiem mu. - powiedziałem po czym wyszedłem z łazienki kierując się w stronę sali z chemii. Nauczycielka właśnie wpuszczała uczniów do klasy, przeszukałem wzrokiem grupki uczniów, aż znalazłem Gerarda. Szybko do niego podszedłem.
- Hej Gerard.. Ten ten chłopak taki z brązowymi włosami co był poinformować moją klasę o zmianie planu..
- Oliver. - wtrącił się chłopak.
- Okey. To Oliver kazał mi powiedzieć, że twój brat źle się czuje.
- Kiedy ci to powiedział? - spytał, widać było, że przejął się stanem swojego brata.
- Przed chwilą, jak wychodziłem z łazienki.
- Dzięki. - wysłał w moją stronę uśmiech na co oblałem się czerwienią. Gerard na szczęście tego nie zauważył ponieważ wchodził do klasy, udałem się za nim podchodząc do biurka nauczycielki by usprawiedliwić Olivera. Ta kiwnęła głową. Widać było, że jest roztrzepana, wstała od biurka a gdy żaden uczeń nie zwrócił na nią uwagi krzyknęła:
- Spokój! Nie mam zamiaru się użerać z dwoma klasami, macie wolne. Tylko ma być względna cisza. - zastrzegła i usiadła na swoje miejsce. Jeszcze przez kilka sekund stałem przy jej biurku niezauważony lustrując klasę gdzie mógłbym usiąść.Każdy już usiadł i zostało tylko jedno wolne miejsce, przy Gerardzie.. Postanowiłem usiąść pod ścianą i posłuchać muzyki do końca lekcji. Nie chciałem siadać obok chłopaka ponieważ jak wróci Oliver to nie będzie miał gdzie usiąść.
''Bravo Franki wymyślasz sam przed sobą wymówki'' Pomyślałem uszczypliwie obserwując Way'a. Przed sobą miał otwarty brulion w którym zawzięcie coś skrobał, niecierpliwym ruchem odgarniał kosmyki włosów które przeszkadzały mu w pracy. W pewnym momencie obrócił głowę w moją stronę. Jego tęczówki spotkały się z moimi, dałem się przyłapać na obserwowaniu go. Byłem pewny, że moje policzki pokryły się czerwienią. Gerard dalej nie spuszczając z mnie wzroku wstał z swojego miejsca i podszedł do mnie. Wstrzymałem oddech. Dostanę opieprz? Czarnowłosy kucnął na przeciwko mnie. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział gotowy c; A czwarty już napisany w mojej głowie ;D
środa, 31 grudnia 2014
czwartek, 25 grudnia 2014
Rozdział 2
Mimo, iż to było jedyne jak na razie spotkanie się z Gerardem bliżej niż korytarz szkolny, chłopak zaczął interesować Franka i to bardzo. Młodszy był zauroczony czarnowłosym. Podziwiał jego inteligencję urodę oraz czarny humor. Niestety wszystko z daleka ponieważ był nieśmiały jak cholera. Wystarczył jeden uśmiech by chłopak spłonął rumieńcem. Nie mówiąc już o tym co działo się w jego głowie. Ale działo się to według pewnej ustalonej zasady. Otóż Frank reagował tak tylko i wyłącznie na Gerarda, to przy nim rumienił się jak dziewica słysząca słowo ''sex''. Na szczęście chłopak nie miał zbyt wiele okazji by się zbłaźnić przed chłopakiem. Rzadko kiedy widywał Gerarda na korytarzu a co dopiero na osobności. Poprzez widywanie go w tych ulotnych chwilach udało mu się jednak w nim zakochać. Ale to nie miało żadnego znaczenia ponieważ Frank Iero NIGDY nie porozmawia z Gerardem Way.
*Gerard*
Gdy wróciłem do domu Mikey siedział w salonie i oglądał jakieś kreskówki. Przystanąłem w progu obserwując brata. Siedział po turecku na kanapie w zielonej bluzce...
- Mikey czemu masz moją koszulkę? - spytałem, podejrzliwie patrząc na brata.
- Bo cię kocham? No i ta bluzka jest taka wygodna. - wyjaśnił Mikey przeciągając się.
Pokręciłem głową, uśmiechając się pod nosem. Kochany ''szczeniak''. Mikey był o dwa lata ode mnie młodszy. Chodził do tej samej szkoły co ja tylko, że on kończył szybciej ode mnie lekcje. Głupi zawsze ma szczęście.
- Gee?
- Hmm?- spytałem stojąc na pierwszym schodku prowadzącym na piętro gdzie znajdował się mój pokój.
- Dziś przyjdzie do mnie kolega.. A raczej twój kolega bo on jest z twojej klasy.
Jego słowa co najmniej mnie zaintrygowały. Mikey miał kolegę, i to w dodatku w moim wieku.
-A raczyłbyś podać jak się nazywa? - spytałem marszcząc brwi w geście skupienia.
-Oliver Terent.
Gdy usłyszałem jego imię i nazwisko od razu wiedziałem o kogo chodzi. Moja troska o brata również znikła. Nie musiałem się martwić, że Oliver mu coś zrobi. Był jednym z nielicznych którzy nic do mnie nie mieli.
Lubiłem go, fajnie się z nim gadało.
- Spoko, nie wiem jakim cudem się poznaliście. I nie tłumacz mi tego teraz, innym razem muszę zrobić teraz coś ważnego Mikey. - powiedziałem idąc do góry. Za plecami usłyszałem Mikey'a który mówił coś o tym, że tak naprawdę idę się lenić. Uśmiechnąłem się pod nosem na jego słowa. Głupek. Przymknąłem drzwi pokoju by włączony w salonie telewizor mi nie przeszkadzał. Gdy czułem się już komfortowo z pod łóżka wyciągnąłem brulion w czarnej okładce. Były w nim wszystkie moje przemyślenia, rysunki, teksty piosenek i jakieś głupie rzeczy typu '' Sprawdzian w wtorek ''. Ale to nie po to otwierałem zeszyt. Chciałem dokończyć tekst dawno zapomnianej piosenki, pamiętam, że zacząłem ją pisać o wydarzeniu związanym z Iero. Minął prawie rok od tego wydarzenia a mi się dziś o tym przypomniało, a raczej o teksie dawno zapomnianej piosenki. Z skupieniem pisałem dalsze słowa na do połowy zapisanej kartce. Gdy kończyłem była godzina 17.. Boże ponad godzinę pisałem, skreślałem nuciłem. Ale byłem dumny z efektu który wyszedł. Lubiłem tworzyć, obojętnie co to było.
- Geerard! Oliver przyszedł! - usłyszałem jak z dołu drze się Mikey. Kiwnąłem głową chodź wiedziałem, że mój brat tego nie zobaczy. Ostatni raz spojrzałem na tekst piosenki, taa brzmiało dobrze przynajmniej w mojej głowie. Ziewając i przeciągając się zszedłem na dół by pogadać chwilę z Oliverem i coś przekąsić.
- Hej, czyli mój brat postanowił wykorzystywać cię w sprawie matematyki? - spytałem widząc mojego brata wraz z chłopakiem nad podręcznikiem z maty.
- Kogoś musi, ciebie raczej nie znając twoje oceny z maty.
- Ej! Mam dobre, wychodzi mi naciągana czwóra. - powiedziałem dumny z siebie - zostawiam was samych, nie uwodź mojego braciszka ok?
- Oszalałeś? Czego ja bym mógł od niego chcieć? Bez urazy Mikey.
Spojrzałem na brata, dokładnie na jego oczy w których widziałem smutek. Wiedziałem, że słowa Olivera go zabolały. Zawsze był dość skryty i to jeszcze bardziej niż ja. Nie chcąc pogarszać sytuacji poszedłem do kuchni by w końcu przygotować coś do jedzenia.
*Mikey*
- Oszalałeś? Czego ja bym mógł od niego chcieć? Bez urazy Mikey.
Ta bez urazy. Słowa Olivera cholernie mnie zabolały. Co niby taki Mikey mógł dać.. Brzydki, z wadą wzroku a na dodatek odludek. Nie chciałem by mój brat ujrzał , że słowa jego kolegi mnie ruszyły ale za późno. Gee umiał rozszyfrować mnie w przeciągu kilku sekund, znał mnie jak nikt inny.
- Jeszcze raz przepraszam, dobra to wracamy do algebry? - zapytał Oliver na co przytaknąłem. Gdy on zawzięcie tłumaczył mi zagadnienia z algebry ja błądziłem gdzieś tam myślami.
- Oliver przepraszam, źle się czuje moglibyśmy to przełożyć na kiedy indziej? Bo wydaje mi się, że dziś nie dam rady zrozumieć całkowicie nic. No chyba, że nie będziesz chciał marnować na mnie czasu to będę musieć poszukać kogoś innego dobrego z maty.
- Nie przepraszaj, jasne możemy przełożyć to na kiedy indziej. Powinieneś się przespać wtedy poczujesz się lepiej. - powiedział Oliver wstając, idąc za jego przykładem również wstałem. Odprowadziłem go w ciszy do drzwi, ani mi ani jemu nie chciało się rozmawiać.
- To do zobaczenia. - powiedział chłopak uśmiechając się, odwzajemniłem grymas. Jeszcze kilka sekund stałem w drzwiach patrząc na oddalającą się postać chłopaka. Chociaż była godzina osiemnasta marzyłem o kąpieli i łóżku. Zamknąłem drzwi przekręcając klucz dwa razy, tak dla bezpieczeństwa.
Wyobrażając sobie wannę pełną piany zmierzałem w kierunku łazienki, wiedząc, że Gerard szuja czeka tylko na moment by z mną pogadać krzyknąłem w przestrzeń:
- Nie chcę gadać! Idę się kąpać i spać!
Wiedziałem, że brat uszanuje moją prywatność i da mi spokój, szybko się umyłem czując, że naprawdę robię się śpiący. Gdy przyszedłem do swojego pokoju czekała tam na mnie miła niespodzianka w postaci kubka gorącego kakao z karteczką zapisaną pismem brata.
'' Dobranoc ; ) ''
~~~~~~~~~~~~
Na początku wesołych świąt dla osób które to czytają ( ps. dla nikogo c; ). Przepraszam za wszelkie błędy.. Muszę poszukać bety ponieważ w moim przypadku przecinki żyją własnym życiem.
*Gerard*
Gdy wróciłem do domu Mikey siedział w salonie i oglądał jakieś kreskówki. Przystanąłem w progu obserwując brata. Siedział po turecku na kanapie w zielonej bluzce...
- Mikey czemu masz moją koszulkę? - spytałem, podejrzliwie patrząc na brata.
- Bo cię kocham? No i ta bluzka jest taka wygodna. - wyjaśnił Mikey przeciągając się.
Pokręciłem głową, uśmiechając się pod nosem. Kochany ''szczeniak''. Mikey był o dwa lata ode mnie młodszy. Chodził do tej samej szkoły co ja tylko, że on kończył szybciej ode mnie lekcje. Głupi zawsze ma szczęście.
- Gee?
- Hmm?- spytałem stojąc na pierwszym schodku prowadzącym na piętro gdzie znajdował się mój pokój.
- Dziś przyjdzie do mnie kolega.. A raczej twój kolega bo on jest z twojej klasy.
Jego słowa co najmniej mnie zaintrygowały. Mikey miał kolegę, i to w dodatku w moim wieku.
-A raczyłbyś podać jak się nazywa? - spytałem marszcząc brwi w geście skupienia.
-Oliver Terent.
Gdy usłyszałem jego imię i nazwisko od razu wiedziałem o kogo chodzi. Moja troska o brata również znikła. Nie musiałem się martwić, że Oliver mu coś zrobi. Był jednym z nielicznych którzy nic do mnie nie mieli.
Lubiłem go, fajnie się z nim gadało.
- Spoko, nie wiem jakim cudem się poznaliście. I nie tłumacz mi tego teraz, innym razem muszę zrobić teraz coś ważnego Mikey. - powiedziałem idąc do góry. Za plecami usłyszałem Mikey'a który mówił coś o tym, że tak naprawdę idę się lenić. Uśmiechnąłem się pod nosem na jego słowa. Głupek. Przymknąłem drzwi pokoju by włączony w salonie telewizor mi nie przeszkadzał. Gdy czułem się już komfortowo z pod łóżka wyciągnąłem brulion w czarnej okładce. Były w nim wszystkie moje przemyślenia, rysunki, teksty piosenek i jakieś głupie rzeczy typu '' Sprawdzian w wtorek ''. Ale to nie po to otwierałem zeszyt. Chciałem dokończyć tekst dawno zapomnianej piosenki, pamiętam, że zacząłem ją pisać o wydarzeniu związanym z Iero. Minął prawie rok od tego wydarzenia a mi się dziś o tym przypomniało, a raczej o teksie dawno zapomnianej piosenki. Z skupieniem pisałem dalsze słowa na do połowy zapisanej kartce. Gdy kończyłem była godzina 17.. Boże ponad godzinę pisałem, skreślałem nuciłem. Ale byłem dumny z efektu który wyszedł. Lubiłem tworzyć, obojętnie co to było.
- Geerard! Oliver przyszedł! - usłyszałem jak z dołu drze się Mikey. Kiwnąłem głową chodź wiedziałem, że mój brat tego nie zobaczy. Ostatni raz spojrzałem na tekst piosenki, taa brzmiało dobrze przynajmniej w mojej głowie. Ziewając i przeciągając się zszedłem na dół by pogadać chwilę z Oliverem i coś przekąsić.
- Hej, czyli mój brat postanowił wykorzystywać cię w sprawie matematyki? - spytałem widząc mojego brata wraz z chłopakiem nad podręcznikiem z maty.
- Kogoś musi, ciebie raczej nie znając twoje oceny z maty.
- Ej! Mam dobre, wychodzi mi naciągana czwóra. - powiedziałem dumny z siebie - zostawiam was samych, nie uwodź mojego braciszka ok?
- Oszalałeś? Czego ja bym mógł od niego chcieć? Bez urazy Mikey.
Spojrzałem na brata, dokładnie na jego oczy w których widziałem smutek. Wiedziałem, że słowa Olivera go zabolały. Zawsze był dość skryty i to jeszcze bardziej niż ja. Nie chcąc pogarszać sytuacji poszedłem do kuchni by w końcu przygotować coś do jedzenia.
*Mikey*
- Oszalałeś? Czego ja bym mógł od niego chcieć? Bez urazy Mikey.
Ta bez urazy. Słowa Olivera cholernie mnie zabolały. Co niby taki Mikey mógł dać.. Brzydki, z wadą wzroku a na dodatek odludek. Nie chciałem by mój brat ujrzał , że słowa jego kolegi mnie ruszyły ale za późno. Gee umiał rozszyfrować mnie w przeciągu kilku sekund, znał mnie jak nikt inny.
- Jeszcze raz przepraszam, dobra to wracamy do algebry? - zapytał Oliver na co przytaknąłem. Gdy on zawzięcie tłumaczył mi zagadnienia z algebry ja błądziłem gdzieś tam myślami.
- Oliver przepraszam, źle się czuje moglibyśmy to przełożyć na kiedy indziej? Bo wydaje mi się, że dziś nie dam rady zrozumieć całkowicie nic. No chyba, że nie będziesz chciał marnować na mnie czasu to będę musieć poszukać kogoś innego dobrego z maty.
- Nie przepraszaj, jasne możemy przełożyć to na kiedy indziej. Powinieneś się przespać wtedy poczujesz się lepiej. - powiedział Oliver wstając, idąc za jego przykładem również wstałem. Odprowadziłem go w ciszy do drzwi, ani mi ani jemu nie chciało się rozmawiać.
- To do zobaczenia. - powiedział chłopak uśmiechając się, odwzajemniłem grymas. Jeszcze kilka sekund stałem w drzwiach patrząc na oddalającą się postać chłopaka. Chociaż była godzina osiemnasta marzyłem o kąpieli i łóżku. Zamknąłem drzwi przekręcając klucz dwa razy, tak dla bezpieczeństwa.
Wyobrażając sobie wannę pełną piany zmierzałem w kierunku łazienki, wiedząc, że Gerard szuja czeka tylko na moment by z mną pogadać krzyknąłem w przestrzeń:
- Nie chcę gadać! Idę się kąpać i spać!
Wiedziałem, że brat uszanuje moją prywatność i da mi spokój, szybko się umyłem czując, że naprawdę robię się śpiący. Gdy przyszedłem do swojego pokoju czekała tam na mnie miła niespodzianka w postaci kubka gorącego kakao z karteczką zapisaną pismem brata.
'' Dobranoc ; ) ''
~~~~~~~~~~~~
Na początku wesołych świąt dla osób które to czytają ( ps. dla nikogo c; ). Przepraszam za wszelkie błędy.. Muszę poszukać bety ponieważ w moim przypadku przecinki żyją własnym życiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)