Rozdział 9
* Gerard *
Obudził mnie mój brzuch. Brzuch który domagał się posiłku. I to dość głośno się domagał. Na szczęście nie obudziłem tym burczeniem Franka. Spaliłbym się wtedy z wstydu.
Ziewając udałem się do kuchni by przygotować śniadanie dla siebie i reszty. Nie miałem pomysłu co zrobić do jedzenia. Kanapki? Nie.. Płatki? Mikey będzie zły, że ktoś inny je jego płatki. Nie zostało mi nic innego jak jajecznica. Chyba każdy lubi jajecznice. Chyba.. Wrzuciłem na patelnię trochę margaryny później jajka no i sól. Tak prosta a dobra. No chyba że ją spale, jeśli to jest możliwe. Gdy stwierdziłem, że jajecznica będzie Ok zdjąłem ją z ognia i zabrałem się za smarowanie chleba.
- Hej Gerard.. Heh nie śpisz już. - w progu kuchni stał Frank z rozczochranymi włosami i odciśniętą na policzku poduszką.
- Nie śpię. Byłem zbyt głodny by spać. A ty też już nie śpisz. - stwierdziłem podchodząc do chłopaka.
- Taa zimn mi było. Chciałem um.. no przyjść do ciebie i się przytulić ale ciebie już nie było.
- Ale teraz mogę cię przytulić.
- No możesz. - przytaknął czarnowłosy rumieniąc się. Zrobiłem w jego stronę jeszcze dwa kroki tak, że stałem w odległości 40 cm od Franka.
- Chodź tu malutki. - wyszeptałem zgarniając go w ramiona. Czarnowłosy był naprawdę niski ale nie przeszkadzało mi to. Mocno przytuliłem jego chłodne ciało do siebie a podbródek oparłem na jego głowie.
- Nie jestem, aż taki niski byś mówił na mnie malutki. Ale to mile. - wymruczał chłopak w moją klatkę piersiową.
- Jesteś niski. Cholernie pieprzono niski. I to jest pieprzono słodkie.Wybacz, ale takie jest moje zdanie.- z każdym zdaniem twarz Franka robiła się coraz bardziej czerwona.
- Gerard ja no.. Ughm. To bardzo miłe z twojej strony naprawdę. Tylko, że ja.. No ja nie jestem przyzwyczajony do miłych słów i do tego, że ktoś mnie tuli.- jąkał czarnowłosy odsuwając się ode mnie.
Cholera! Zapomniałem, że Frank był nieufny i lękliwy. Nie chciałem na niego napierać ani nic. Chciałem by czuł się wolny i bezpieczny.
- Spoko Frank. Rozumiem to i nie martw się. A teraz chodź jeść.
- Nie jestem głodny..
- Nie. Jesteś. I zjesz... bo cię będę karmić. A tego nie chcesz. - podszedłem do szafki z której wyciągnąłem talerze.
- Ale Gerard.. Ja naprawdę nie chcę. - widząc mój morderczy wzrok pośpiesznie dodał - chociaż w sumie jestem troszkę głodny.
- To się cieszę. Siadaj. - powiedziałem sam siadając przed swoją jajecznicą.
O tak. W końcu zjem. W sumie to, to zeżre bo tak głodny jestem. Gdy byłem już w połowie opróżniania talerza zauważyłem, że Frank nie zjadł ani kęsa. Z westchnieniem odłożyłem swój widelec.
- Widzę, że naprawdę chcesz bym cie karmił. - powiedziałem z uśmiechem przysuwając jego talerz do siebie. - No Frank otwórz buzię.
Z ust Frank wydobył się chichot ale posłusznie wykonał moje polecenie. Śmiejąc się zacząłem karmić chłopaka.
- I jak? - spytałem gdy z talerza znikła już większa cześć jajecznicy.
- Umm.. okey. Możesz zostać ojcem. Twoje dzieci przy tobie nie umrą z głodu. Ewentualnie z przejedzenia..Ale to już inna sprawa. - oczy Franka świeciły się. Nigdy nie widziałem go takiego.
- Pójdę już obudzić tych tam na górze. - powiedziałem wstając.
- Gerard. Czekaj. - powiedział Frank również wstając.
Posłusznie zaczekałem zastanawiając się co się stało.
- Dziękuję. - wyszeptał Frank całując mój policzek.
- Nie masz za co Franki.- również wyszeptałem.
- Idź już ich obudzić.. nie zatrzymuje cię już. - powiedział widocznie skrępowany Frank.
Kiwając głową udałem się do pokoju brata.
* Frank*
Spanikowałem. Jestem głupi. Po co całowałem go.. Ale nie umiałem się powstrzymać. Byłem mu naprawdę wdzięczny za wszystko. Ale przez tego cholernego całusa nie będę umiał na niego spojrzeć. A co jeśli Gerard dowie si, że jestem w nim zakochany. Nie no.. w życiu. Nie może. Z strachem patrząc na schody nabazgrałem na kartce kilka słów by później jak najciszej wyjść z domu państwa Way.
Może moje zachowanie było głupie ale bałem się.
Gdy Gerard wróci do salonu zostanie po mnie tylko krótki list.
Gee przepraszam, że wyszedłem. Ale boję się siebie. A raczej swoich uczuć. To co mnie ogarnia jest z jednej strony piękne.. ale z drugiej boję się tego. Mam nadzieję, że zrozumiesz.. i nie będziesz na mnie zły. Bo kiedyś chciałbym zasmakować twoich ust. Frank.
Wyznałem mu to.. wyznałem to, że chciałbym go kiedyś pocałować. Być może jestem skończony ale to nic. Przynajmniej wyznałem mu to. Okazałem się silniejszy niż myślałem. A teraz.. Pozostała mi droga do domu. Powrót. Wracam do szarej rzeczywistości w której nie ma miejsca na senne marzenia o Twoich ustach. Za to jest mnóstwo czasu na przyzwyczajenie się do bólu. Tego psychicznego i fizycznego. Ja już zacząłem się przygotowywać. Przygotowywać do odrzucenia z twojej strony.
Z nieba zaczęły spływać krople. Jedna po drugiej. Przypomniały mi się słowa piosenki którą kiedyś śpiewała babcia: ''Jak w taki dzień dzień deszczowy
Ocalić płomień serc
Gdy smutek deszcz przemienia
W krople łez''
Śpiewałem cicho z krzywym uśmiechem na ustach. Pieprzona racja. Przyśpieszyłem kroku czując jak deszcz się nasila. Gdy w oddali majaczył mi już dom biegłem. Gdy wleciałem cały mokry do domu mama siedziała w salonie z przestraszoną miną.
- Cześć mamo już jestem. Zanosi się na burze.. - powiedziałem gdy usłyszałem głośny trzask dobiegający z dworu.
- Och Franki to nie burza. - jęknęła płaczliwym głosem mama rzucając się na mnie i mocno mnie tuląc.
Nic nie rozumiałem. Albo nie chciałem rozumieć. Nie.. nie teraz. Korse nie mógł zaatakować miasta.
-----------------------------------------
Krótki. Ale to nic nowego.. Chciałabym wam wszystkim życzyć miłych wakacji ^^
Piosenka którą kiedyś śpiewała babcia Franka to ''Jak w taki dzień deszczowy'' - Anny Jantar.
Dziękuję wszystkim za komentarze pod rozdziałem 8. =))
Bardzo dobry rozdział! I już coś się zaczyna dziać...Weny!
OdpowiedzUsuń